mną. Czy zdajesz sobie sprawę, że trzymamy się razem od ponad

ego przy stawie, który wykopał w drugim roku ich życia w nowym domu. Wyszedł ze szpitala zaledwie dobę temu, zażywał silne środki przeciwbólowe i chociaż mógł się poruszać o kulach, był od niej prawie całkowicie zależny. Nie mógł znieść tej sytuacji. Za każdym razem, gdy się do niego odzywała, widziała w jego zdrowym oku złość. Pod maską zawziętości, kryły się jednak inne uczucia, palące i elektryzujące, nad którymi żadne z nich wolało się nie zastanawiać. Słońce zaczynało zachodzić. Chase był chyba spokojniejszy. Pomyślała, żeby lepiej nie zawracać mu głowy, przygotować kolację i poczekać, aż wróci. Postanowiła jednak pójść do niego. Może czas zaleczy stare rany. W uszach cały czas pobrzmiewała jej kłótnia sprzed pożaru. - Nigdy mnie nie kochałeś - zarzuciła mu ze łzami w oczach. - Poślubiłeś mnie tylko po to, żeby stać się... częścią imperium ojca. - A ty za mnie wyszłaś dlatego, że jestem podobny do Briga. - Nieprawda. - Tak? - prychnął. Jego wielka dłoń zacisnęła się na klapach jej kurtki. - Wyszłam za ciebie, bo byłam przekonana, że cię kocham. Bo chciałam założyć rodzinę i mieć dzieci. Ale ty myślałeś tylko o tym, żeby tu wrócić i udowodnić, że jesteś tak samo dobry jak bogacze. Pokazać, jaki jesteś mądry. I udało ci się, prawda? Przekonałeś nawet mojego ojca. Osiągnąłeś to, co chciałeś, Chase. Masz to, o czym zawsze marzyłeś - kupę forsy i część fortuny Buchananów. - A moją żoną jest jedna z najbogatszych kobiet w okręgu. - O to ci chodziło, prawda? Przez cały czas. To nie mnie chciałeś. - Zacisnęła pięści. Starała się zachować twarz i powstrzymać łzy. - Chodziło ci o moją pozycję i nazwisko. - Ty tego nie zrozumiesz, bo zawsze miałaś tyle forsy, że nie wiedziałaś, co z nią robić. Ja musiałem pracować na dwóch etatach, żeby pomóc stukniętej matce. Musiałem udawać, że nic mnie to nie obchodzi, choć uszy mi więdły od plotek o matce, bracie i ojcu, który pewnego nią po prostu się zawinął. - Dał upust złości i patrzył na nią oczami pełnymi bólu. - Chcesz się rozwieść? - Chcę, żebyśmy żyli. Nie musisz pracować po osiemdziesiąt godzin tygodniowo. Nie musisz wyjeżdżać w delegacje, które trwają tak sługo. Nie musisz mi niczego udowadniać. Ani mnie, ani temu miastu. - Ale po co? Żebym więcej nocy mógł spędzać w domu? Żebyśmy mogli założyć rodzinę? - Tak. Sądzę... - To byłby błąd, Cassidy. Nie chcę dzieci. Nigdy nie chciałem. Poczuła potworny ból w sercu. - Myślałam, że zmienisz zdanie. Mówiłeś, że to całkiem możliwe... - Przestań przekręcać moje słowa. Dzieciaki zrujnowały życie mojej matce. Dzieciaki zrujnowały życie twojemu ojcu. Dzieciaki to kłopoty. - I radość. - To nie wystarczy. Wpatrywała się w jego niebieskie oczy i w końcu zrozumiała. - Nie będziesz szczęśliwy, dopóki nie będziesz miał wszystkiego. Firmy. Filii. Posiadłości. - Szacunku, do cholery! Nie rozumiesz? Tylko tego chcę i tego zawsze pragnąłem. Sprzedałbym to wszystko, gdybym za to mógł kupić odrobinę szacunku. - I myślałeś, że go kupisz, żeniąc się z właściwą kobietą... - Wiem, że tak jest. Wszystkie jej marzenia legły w gruzach. Nagle z wyobrażeń, których tak naiwnie i mocno się trzymała, nie zostało nic. - Więc chcę rozwodu, Chase. - Po moim trupie. - Ale... - Posłuchaj, Cassidy - zagroził jej. Wyszła mu żyła na skroni. - Posłuchaj uważnie. Nigdy ci nie dam rozwodu, a jeżeli będziesz chciała mnie zostawić, zrobię wszystko, żeby cię powstrzymać. Zatrudnię prawników, detektywów, zrobię wszystko, co będzie trzeba. Postaram się o to, żebyś została z niczym, jeżeli ode mnie odejdziesz. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym. Jej twarz wykrzywiła się z bólu. - Dlaczego? Żyła pulsowała mu ze złości. - Dlatego, że, możesz mi nie wierzyć, kocham cię i wolałbym umrzeć niż cię stracić. - Przeraził ją ogień w jego oczach, ale uwierzyła w to, co powiedział. A teraz chce rozwodu. I chce sprzedać swoje udziały w firmie. Całkowity zwrot w akcji. Dlaczego? Z powodu pożaru? Dlatego, że w końcu stawił czoło prawdzie i zrozumiał, że ich małżeństwo się nie zmieni? I to akurat wtedy, kiedy ona postanowiła spróbować jeszcze raz. Co za ironia. Chyba nigdy nie potrafili jednocześnie zdobyć się na wysiłek.

ciężkiej atmosferze. No cóż, teraz już i tak za późno.
urodzenia, to już jest bardzo wiele! Naprawdę tego nie rozumiesz?
przeszkodzi w ten sposób w lunchu, ale nie sądziła, by David miał coś
Milla także czasem kupowała karty telefoniczne, bo nie
- Nie. Została dosłownie wypatroszona.
nim. Występ w telewizji był zapewne ostatnią rzeczą, o której marzył.
- Przy okazji można dowiedzieć się czegoś o człowieku, który
czy dzisiaj sklepy są otwarte z małym Justinem, choć nie spał już pod jej sercem, tylko w swoim
spódnica opinała ją jeszcze mocniej. - A potem, jeśli byłbyś tak miły,
Kiedy dotarli do półciężarówki, było już całkiem ciemno, a po
an43
wiedziała, że w ogóle może aż tak płakać, łatwiej było jej nawet w
pewnymi ludźmi, trzeba być gotowym na wszystko. Wybrała numer
wszystkiego dobrego rodzinie odnalezionego chłopca, pochwaliła
WKRĘTAKI

- Naucz mnie, jak się je robi.

do niego mocno. Gardło mu się ścisnęło. Cicho, uspokajająco
– A... a jeśli ci ludzie nie zgodzą się na zaproponowany układ? –
– Przepraszam. To jeszcze...
i zagłębiła twarz w poduszkę. Gorąco natychmiast
końca z końcem, a każdej nocy modlić się o deszcz, żeby
how to get a 1000 dollar loan with no credit ukryć pewne uczucia, musimy więc zacząć od odsłonięcia
Żywił gorącą nadzieję, że nic nie zakłóci drogocennych kilku
zobaczy, iż propozycja jest korzystna dla obu stron.
W towarzystwie Lily czuł się dobrze i bardziej beztrosko niż
– Cicho! Obudzisz dziecko.
www.dobrabudowa.org.pl/page/3/ Richard wziął jej twarz w dłonie.
się do książki gości, i poprowadziła go do baru.
- I właśnie - mówi pani Greenwood. - Przepraszam cię za to, że na początku nie chciałam, żebyś uczyła Grace tańca.
- Ale...
od dłuższego czasu wstrzymuje oddech. Nikt, tak jak teściowa, nie potrafił
https://fashionistki.pl/etnobazar-miejsce-dla-fanow-etnicznego-rekodziela/

©2019 www.arduum.ten-wciaz.nowaruda.pl - Split Template by One Page Love